Szukaj tekstu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zeus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zeus. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Zeus - Im Bliżej, Tym Dalej | Tekst piosenki


Nasi dziadkowie mogli czekać latami
Żyjąc listami i wspomnieniami, 
To było długo przed nami
My mamy Skype'a i Google Talk
A i tak na tym łatwym szlaku łatwo zgubić trop
Choć jesteś tysiąc kilometrów stąd, słonko
I tak tu wchodzi co noc przez ciekłokrystaliczne okno
I jest nam tak słodko, świat ma kolory
Co rano budzą cię ulubione emotikony
Bo jestem tak szalony, mam taki gest
Mogę ci wysłać kwiatów tony, gdy tylko chcesz
Kiedy ci źle, łąka przed tobą rozkwitnie
Ctrl + V, Ctrl + C, jesteś warta tych kliknięć
Mamy rocznicę, więc to chyba poważne
Piszesz o nas na blogu, masz mnie w topach na MySpace
I tylko czasem, gdy tam dłużej nie wchodzisz
Myślę czemu nas to w ogóle obchodzi?

Mamy iPhone'y, laptopy i w chwile
3/4 naszej poczty nam przychodzi na e-mail
Może się mylę, może mi się wydaje
Lecz im jesteśmy bliżej, tym jesteśmy dalej
Mamy MySpace'y i GoldenLine
Twittery, Bloggery, domeny, Skype
Niby to raj, ale mnie się wydaje
Że nie ma nic za frajer

Ziomek nagrywał dla nas klipy z Atomic TV
Kiedy nie było jeszcze polskiej VIVY i MTV
Big Pun, Mobb Deep, A Tribe Called Quest
Nie śniło mi się CD, słuchałem ich przez VHS
Potem zgrywałem to przez kabel, na taśmy
Siedziałem zaczytany w Klanie po raz piętnasty
Za studio robił tutaj jamnik i wieża
Tak nagraliśmy nasze pierwsze dema
Kiedy się doczekałem komputera przed gwiazdką
Po dwóch tygodniach puściliśmy nasze CD w miasto
Tak było wtedy z zajawką, dziś każdy robi rap
Dziś każdy jest gwiazdą choć nagrał jeden track
Nie ma już marzeń z podwórka
Zastąpił je MySpace, a kamerę komórka
I tamten pułap już dziś nie istnieje
Gdy każdy jest supa to nikt nie jest

Mamy iPhone'y, laptopy i w chwile
3/4 naszej poczty nam przychodzi na e-mail
Może się mylę, może mi się wydaje
Lecz im jesteśmy bliżej, tym jesteśmy dalej
Mamy MySpace'y i GoldenLine
Twittery, Bloggery, domeny, Skype
Niby to raj, ale mnie się wydaje
Że nie ma nic za frajer

Kiedyś tu znałbyś wszystkich z bloku, większość z osiedla
Dziś często nie poznajesz nawet sąsiadów z piętra
Przy odrobinie szczęścia, dowiesz się o nich
Kiedy zobaczysz zdjęcia na profilu znajomych
Na forum gnojki cię oplują za wszystko
Choć często czują trudność pisząc własne nazwisko
Co jest granicą, gdy patrzysz w oczy mi?
Żaden z nas, nie jest tu wyłącznie liczbą IP
Ile jest wart twój styl, vibe
Kiedy to wszystko masz w Second Life
I tylko pędzisz do domu by wejść online i odżyć?
Które z tych żyć to numer dwa? oblicz
W cieniu pokoi świecą monitory w twarze
Takich, jak ty i ja i płynie czas na zegarze
Za ileś lat, jak pójdziemy tędy
Zechcą pochować nas, jak zmienimy status na niedostępny

Mamy iPhone'y, laptopy i w chwile
3/4 naszej poczty nam przychodzi na e-mail
Może się mylę, może mi się wydaje
Lecz im jesteśmy bliżej, tym jesteśmy dalej
Mamy MySpace'y i GoldenLine
Twittery, Bloggery, domeny, Skype
Niby to raj, ale mnie się wydaje
Że nie ma nic za frajer


Zeus - Idealnie niedoskonały | Tekst piosenki


[Zwrotka 1]
Niektórzy mówią mi, że widzą we mnie wzór
Ja, kiedy myślę o tym słowie widzę lekcje matmy
I wyraz twarzy profesora w stylu "co za muł..."
Czy będzie zaskoczeniem to, że na mnie patrzył?
Czasami panie mi mówią, że im się podobam
Chcą się umawiać na kawę, na obiad, na kolację
Ja cieszę się, że akceptuje mnie żona
I ze na tę ogromną banie mogę znaleźć czapkę
Wciskam te uda, jak dąb Bartek, z trudem w nogawki
Choć muszę przyznać, z łydkami to udany zestaw
Lepiej mnie nie opisze nic od słowa sprzedawcy
W sklepie ze ślubnymi garniturami: "Uuu, trudna sylwetka..."
Nie jestem typem modela a szczerzę gębę na zdjęciach
Na sesjach i na koncertach, trzeba ci motywacji?
Przeszedłem drogę od samookaleczeń
I nienawiści do siebie do miłości i akceptacji, patrz!

[Refren]
Jestem tak idealnie niedoskonały
Że bardziej idealny już nie mógłbym być
Jestem tak perfekcyjnie nieposkładany
Że nie wiem, gdzie podziałem wstyd i chce mi się żyć!

[Zwrotka 2]
Muzyka płynie w moich żyłach, rusza moim ciałem
Ale nagranie tych ruchów jest jak narzędzie tortur
Pierwszy raz grałem "Widnokrąg" byłem jak ptak, latałem
Potem zerknąłem na relację... wybacz, Białystoku
Na komentarze często szkoda mi czasu
Ale od czasu do czasu wracam dla funu do "Znasz mnie"
Który to sezon odganiania komarów, troski o kamerzystę?
Temat żyje w 2 - 0 - 15 wciąż
Od arafatek do grzywki, tak wiele razy mnie skreślili, mówili "to Twój koniec"
Tylko te mordy co znają moje wybryki
A mój rap od 98' wciąż mówiły "mój ziomek"
Przebicie się zajęło mi trochę
Gdy grałem pierwszy koncert patrzyli szyderczo po sobie
Sto razy powiedz mi kim jestem i powiedz mi czego nie osiągnę
A ja na pewno to zrobię

[Refren]
Jestem tak idealnie niedoskonały
Że bardziej idealny już nie mógłbym być
Jestem tak perfekcyjnie nieposkładany
Że nie wiem, gdzie podziałem wstyd i chce mi się żyć!

[Zwrotka 3]
Nagłówki krzyczą jakim trzeba być
Co musisz w sobie zmienić by osiągnąć sukces
Wczoraj ci dali jedną rade, inną dają dziś
Więc ja ci mówię: zostaw ich, otwórz swoją furtkę
Każdego dnia pracuję trochę nad sobą
Lecz nie zamierzam już nigdy zabijać się żeby być idealnym
Za dużo we mnie życia, ze mnie jest człowiek nie robot
Jestem niedoskonały i przez to unikalny

[Refren]
Jestem tak idealnie niedoskonały
Że bardziej idealny już nie mógłbym być
Jestem tak perfekcyjnie nieposkładany
Że nie wiem, gdzie podziałem wstyd i chce mi się żyć!

Zeus - Hipotermia | Tekst piosenki


1.
Nie mam pojęcia co się stało ze mną,
Coś zamieniło światło w ciemność - Negatyw,
Ostatni rok, dwa, miałem ciężko,
Znowu czuję się jak przegrany śmieć, bo,
Wszystko się wali prócz tej ściany przede mną,
Mówiłem sobie wiele razy "zmień coś" i zmieniałem,
Byłem daleko stąd. Wyszło na to, że to nietrwałe,
Stoję dokładnie tu, gdzie stałem parę lat wstecz
Lecz oczy, którymi patrzę zgubiły swój blask gdzieś
Po drodze. Gdyby nie te parę pompek i brzuszków
Które wytrwale tak robię, co dzień wciąż bym leżał w łóżku
Nie dorwiesz mnie pod telefonem ziom. Cóż - znów
Nie chce mi się zamieniać z kimkolwiek choćby dwóch słów
Mam swój dół. Pierdolę odpowiedzi na maile
Nie chcę odwiedzin, chyba, że masz dla mnie lek na receptę
Biorę te, które mam, ale zdają się lecieć w próżnię
Ile trzeba tego zeżreć, żeby nie chcieć umrzeć?


Ref. 
Hipotermia!
Zimny wiatr rozwiewa ślad po niespełnionych marzeniach,
Gdzieś tam głęboko na dnie mojego zmarzniętego serca,
A ja nie umiem znaleźć w sobie światła, nawet w świetle dnia./x2


2. 
Chyba mam już obsesję na punkcie broni, huku strzału
Choć broniłem się zawzięcie podczas wizyt w WKU
To raz na album muszę mieć to ,,click, click, bang!"
''cziki, pow!", ''blow!", albo inny dźwięk,
To siedzi we mnie gdzieś, czemu lubię przytknąć do skroni,
Swoje palce imitując ich kształtem kształt broni?
Emocjonalne sinusoidy, mój własny mózg,
Funduje mi przeloty od K2, aż po Mariański Rów,
Kiedyś szukałem całej winy w alko,
Przestałem pić, bo widziałem, jak to mi niszczy moralność,
A zależało mi na nas. Miało być łatwo, a w zamian
Zmieniłem się w psującego Ci wyjścia na miasto chama
Nie zasługiwałaś na te frustracje
A ja nie chciałem żebyś kiedyś mnie znalazła z dziurą w czaszce
Nie raz myślałem o Nirvanie, jeden strzał
Jak u Kurta - stąd to "Whatever Nevermind" na mojej klatce, pow!


Ref. 
Zimny wiatr rozwiewa ślad po niespełnionych marzeniach
Gdzieś tam głęboko na dnie mojego zmarzniętego serca
A ja nie umiem znaleźć w sobie światła, nawet w świetle dnia/x2


3. 
We wszystkich zdaniach w moim życiu głos ma interpunkcja
To moja dobra, nieodłączna znajoma - autodestrukcja
Mój wróg number one. Próg w każdej z bram
Zjawia się bardzo często tu, kiedy zostaję sam
Jej nie obchodzi czy mam słuszną ideę
Gdy siada obok, widzę świat przez brudną moskitierę i
Znika wszystko od hajsu, przez karierę do moich fanów
I znów jestem tym nieśmiałym dzieckiem ze szkolnych czasów
Rzuciłem wszystko na stół w grze o marzenia
Jestem szaleńcem, w którym jeszcze tli się nadzieja
Za darmo nie ma nic. Chciałbym czasem słuchać opinii
Znajomi pokończyli studia, dziś mają rodziny
Ja jestem inny. Kiedyś byłem z tego dumny
Dziś nie wiem sam, czy kiedyś będę szczęśliwy, czy zdechnę smutny
Jak teraz. Lecz wiem, bo przekonałem się nieraz
Że nie ma co wychodzić z kina, póki trwa seans...

Zeus - Gracze | Tekst piosenki


Przełom 80. i 90. lat
Dostaje coś co wnet wywraca cały mój świat na lewą stronę
Szare Commodore z magnetofonem
Dziś możesz sie śmiać, lecz wtedy sam byś chciał grać ziomek
Mały śrubokręt - tym ustawiam głowicę
I widzę - press play on tape
Lecz na cuda nie liczę, sam wiesz jak jest
Za drugim, trzecim razem w końcu musi to wejść i idzie
Znów gramy we dwóch, znów ja z ciotecznym bratem
W Yie Ar Kung-Fu i International Karate
Mam cały wór kaset i walczę głównie o to
By nie musieć iść spać przed północą
Od Zorro przez Ghost'n'Goblins
Predatora, Rick'a Dangerous i Pitfall'a
Tu nikt mnie nie pokonałby, gdyby nie to
Że muszę iść spać zamiast tu grać do upadłego

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Parę lat później po tym, o czym słyszałeś przed chwilą
Stoję w kolejce po żetony, choć to nie kasyno
Jestem w wagonie z drewna
, gdzie kapitan Commando
Mama myśli, że jestem w szkole - mija się z prawdą
Pod jedną ścianą Street Fighter, Fatal Fury, Asterix
Pod drugą Flipery i ziomek
Który chętnie twoje żetony przytuli, jak spękasz
Ja bardzo chcę grać, więc nie wymiękam
Do przodu parę lat znów i na dyskietkach z Amigi
Chociaż część mam tej automatów siły
Chłopaki z ośki grają w bijatyki, w Street Fighter
W Mortal Kombat znam fatality każde
I walczę ziomek ale o kieszonkowe
By w niedziele na giełdzie za kasę nagrać rzeczy nowe
To nie jest proste i nie jest łatwe
Rodzice chcą bym uczył się, a nie grał w głupią jatkę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Kolejne parę lat w przód, taka scena
Wydaję kasy full, by grać po ciemku w Tekkena
W podziemiu w Pakamerze bloku
Parę telewizorów, konsol, też byłbyś w szoku
W domu sie kurzy GameBoy Pocket
Ja czuję przełom, chcę mieć to ziomek, choćby na video
Na taśmie zgrane intro i walki
Bo przy wejściówce do soulagge'a przechodzą mnie ciarki
Kolejny skok w czasie, już mam tą [?]
Prawie kibluje rok w tej samej klasie, bo ciągle w to gram
Jak tylko w domu jestem, w końcu mi wchodzi faza na rap
I na tym robię bity pierwsze
Pewnie sam nie wiesz, że był program, ja szybko chcę więcej
Bo to niemożliwości kompa, nie nagra się tu wokal
I żeby mieć komputer, muszę sprzedać konsolę
I tym udowodnić, że chcę robić muzę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Zeus - Gdy Pada Strzał | Tekst piosenki


Ref. x2
Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej.
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce.
Czasem, niezależnie, czegoś byś chciał,
Plany tracą znaczenie, gdy pada strzał. (Chicka pow!)

Byłaś niewinna i czysta jak śnieg.
Piątkowa uczennica, dojrzała ponad wiek.
Umiałaś spędzać całe dnie w bibliotece.
Chłonęłaś sen o całkiem innym świecie.
Chciałaś by tak, jak bohaterce z tych książek,
Przydarzył Ci się piękny książę.
Pojawił się tu ktoś, kto coś w sobie miał.
Mimo wątpliwości wymieniłaś z nim obrączki. 
Padł strzał. Świat przyśpieszył, w moment.
Książe się zmienił, tęskniłaś za domem.
Nie poszło chyba nic po Twojej myśli.
Twój mąż pił, chciał Cię bić. Spakowałaś walizki.
Zostawiłaś w tyle przeszłość.
Wróciłaś do rodziny, gdzie Cię nie mógł dosięgnąć.
Spotkaliście się ponownie, na jeden z sal.
Sąd pozwolił wam się rozejść. Padł strzał.

Ref. x2
Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej,
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce,
Czasem niezależnie czegoś byś chciał
Plany tracą znaczenie gdy pada strzał. (Chicka pow!)

Byłaś piękna i smutna.
Znów się pojawił ktoś, ale byłaś nieufna.
Trwało to, mogło nie mieć przyszłości
ale ten ktoś czekał, aż nabierzesz pewności.
Wymieniłaś znów obrączki. Z nim.
Marzył wam się dom i syn.
Chcieliście dobrze żyć. Mieliście dobry plan,
Lekarz powiedział, że nigdy nie będziesz w ciąży. 
Padł strzał. Posypały się plany.
Wątpiłaś w siebie, może nawet i w Was, chwilami i,
żeby nie bić się z myślami tu, 
w dole, zajęłaś się książkami, zaczęłaś nową szkołę.
Mijały dni i tygodnie Wam.
Czasem, gdy czegoś bardzo chcemy, wieje w oczy wiatr.
Któregoś dnia już nie poszłaś tam
I nie wróciłaś do szkoły, bo byłaś w ciąży. Padł strzał.

Ref. x2
Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej,
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce,
Czasem niezależnie czegoś byś chciał
Plany tracą znaczenie gdy pada strzał. (Chicka pow!)

Wychowaliście jedynaka, jak w bajce.
Tak długo czekaliście, aż się przy Was znajdzie.
Otworzyliście jego serce na ludzi.
Za dużo brał do siebie. W końcu się zaczął gubić,
Odrzucił was. Traciliście kontakt
a on tak wiele głupich myśli chował w głowie po kątach i
pewnego wieczora, kiedy się mocno schlał,
widział broń w domu u ziomka i prawie padł strzał.
Nie martw się o mnie, mamo.
Nie mógłbym tego zrobić Wam. Nic mi się nie stało.
Nie zawsze bywa tak łatwo, jak chcemy.
Nie zawsze można gładko zejść ze sceny
i czasem mamy kiepskie momenty, kiepskie dni.
Czasem ja, czasem ty,
Lecz myślę o tym, co pokazaliście mi i czego bym chciał.
Chcę być taki jak Wy, chcę iść, nawet, gdy pada strzał.

Zeus - Będziemy dziećmi | Tekst piosenki



Na początku każdy potrzebuje jakiejś wskazówki, pomocnej dłoni
My dzisiaj zaczniemy to bardzo prosto
zaczniemy to po prostu w ten sposób
Klaszcz na 3 i 4 x8

To idzie do wszystkich ziomków, co noszą już długie spodnie,
piją tę goudę co piątek i chcą wyglądać groźnie.
Blizny na głowach, złamane nosy, braki w uzębieniu,
Bbłysk w oczach, spliffy w dłoniach, wyroki w zawieszeniu.
To idzie do wszystkich dziewczyn, co noszą wysokie szpilki
bub kicksy i w jeansy wsuwają swoje okrągłe tyłki.
Minispódniczki, szminki, tusze do rzęs i cienie,
zniżki, butiki, aerobiki bijatyki przy przecenie.
To idzie do wszystkich zarobionych jap - yuppies,
co wsiadają w porsche kiedy po robocie śmigają na klawisz.
Zegarki za parę koła, garniaki bardziej pokaźnie.
Każda karta złota, loga nawet na ...taśmie.
To idzie do wszystkich dumnych business women (łoman? łomen? łymyn?).
Do góry broda bo wokoło woda i aligatory swimmin'.
Nowa garsonka, nowy garson w nowej garsonierze.
Na szyi to kolia czy garota? Nawet powietrze się nie nabierze.

REFREN:

Nieważne jaki bój toczymy ze światem.
Nieważne ile zbrój wkładamy przy tym i masek.
Jakimi tu czyni nas każda z ról i przypiętych łatek.
Będziemy zawsze dziećmi naszych ojców i matek.

ZWROTKA 2:

To idzie do wszystkich przedstawicieli co nadużywają władzy.
Na nic odznaki i krawaty - pod koniec i tak jesteśmy nadzy.
Sznur ochroniarzy dookoła koła dygnitarzy dookoła koryta.
Każdy się patrzy spod byka. Viva la corrida!
To idzie do wszystkich celebrytów dla których spełnieniem snów
jest foto na tle logotypów i podziw u telewidzów.
Pare szwów tu, pare szwów tam. "Pare".
Chirurg milczy jak grób, ale kto przymknie oko sam puści parę.
To idzie do wszystkich twórców... Wróć! AR-TYS-TÓW,
co żyją pod wpływem impulsu, gdzieś na skraju krainy zmysłów
z dala od śmiertelników, gdzie wszystko jest tak ulotne
....ale jak śmierdzi w kiblu to i z krainy ten smok nie rusza o krok się.
STÓJ... przy oknie.

REFREN:

Nieważne jaki bój toczymy ze światem.
Nieważne ile zbrój wkładamy przy tym i masek.
Jakimi tu czyni nas każda z ról i przypiętych łatek.
Będziemy zawsze dziećmi naszych ojców i matek.

ZWROTKA 3:

To idzie do mnie. To idzie do mnie.
To idzie do mnie i Ciebie.
Od urodzenia co krok, co dziennie mamy tu mniej siebie.
Co doświadczenie, wkładamy na siebie kolejną warstwę, maskę
tarczę, plaster, nie da się być przecież dzieckiem zawsze.
Mam rację? uciekamy od tego co w nas naturalne, szczere
łamani fałszem, krytykanctwem, nawet własnym sumieniem.
Strusi łeb chowamy w ziemi - pseudo bezpieczni, kopiemy pod sobą dołki.
W obliczu śmierci i tak będziemy bezbronni jak noworodki.


REFREN (x2):

Nieważne jaki bój toczymy ze światem.
Nieważne ile zbrój wkładamy przy tym i masek.
Jakimi tu czyni nas każda z ról i przypiętych łatek.
Będziemy zawsze dziećmi naszych ojców i matek.