paczka

Szukaj tekstu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taco Hemingway. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taco Hemingway. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 stycznia 2020

Najbardziej znane polskie piosenki o miłości: TOP 10

W ostatnim czasie przeglądaliśmy fora i portale starając się rozeznać, jakie piosenki o miłości są najbardziej znane w Polsce. Robiliśmy ankiety i zbieraliśmy dane. Głównie podawaliście te nowsze utwory o miłości, zatem to właśnie na nich postanowiliśmy się skupić, przygotowując nasz ranking. Na wstępie odrzuciliśmy wszelkiego rodzaju radiowe hity, czyli wszystko to, co możecie zobaczyć i usłyszeć w telewizji. Nie chcemy karmić Waszych uszu tym, co już na pewno znacie.

Potraktujcie nasz ranking piosenek o miłości jako rzetelną toplistę internetową. Która piosenka zyska miano najbardziej znanej polskiej piosenki o miłości? Niezależnie od naszej opinii, wszystkie poniższe tytuły są godne uwagi - jeżeli nie znacie którejś z tych piosenek, to gorąco polecamy nadrobić zaległości.

Najbardziej znane polskie piosenki o miłości: TOP 10


1. Quebonafide - Candy



2. Bedoes - Jesteś ładniejsza niż na zdjęciach



3. Ebro - Usłysz mnie



4. Julia Wieniawa - Nie muszę



5. Deemz x Bedoes x PlanBe - Eldorado



6. Taco Hemingway - Deszcz na Betonie



7. HuczuHucz - Gdyby nie to




8. Małpa - Paznokcie




9. K.M.S - Wyleczyłaś moją duszę



10. K.M.S ft. Ebro, Ola - Gubimy siebie



Jak podoba Wam się nasz ranking najbardziej znanych polskich piosenek o miłości? Czy któryś z utworów z TOP 10 zamienilibyście miejscami z innym? Zdajemy sobie sprawę, że część osób będzie pewnie niezadowolona z takiego zestawienia piosenek, ale w gusta wszystkich nie da się trafić. Wybieraliśmy przede wszystkim utwory ambitne i wzruszające. Częściowo sugerowaliśmy się ich popularnością internetową, ale wybraliśmy też kilka piosenek szerzej znanych np. Candy czy Paznokcie.

Mam nadzieję, że znaleźliście w naszym zestawieniu takie piosenki o miłości, których wcześniej nie znaliście. Gorąco polecamy twórczość wszystkich powyższych artystów, bowiem każdy z nich jest wart uwagi. Tak plasuje się najlepsza dziesiątka najbardziej znanych polskich piosenek o miłości ostatnich lat!

wtorek, 17 lipca 2018

Taco Hemingway - 35 | Tekst piosenki

Zanurzam się w twoich perfumach, nie mogę oddychać
Zrzucam ortalion i nawet zapytać nie zdążę co słychać
Kiedyś na Mokotów jeździłem tramwajem trzydzieści pięć
Tyle mam pragnień i tyle tych wspomnień i tyle twych zdjęć
Kroplą za kropla za kroplą mi lecą na czoło i brew
Już ci mówiłem że cały mój żywot: alkohol i śpiew
Już ci mówiłem zażyłem narkotyk i płonie mi krew
Tobie już też, gęsto w sypialni od spojrzeń i łez, przy skroni twój szept
Trzydzieści pięć
Trzydzieści pięć
Trzydzieści pięć
Trzydzieści pięć

Taco Hemingway - Tlen | Tekst piosenki

Pracowałem cały dzień, żeby miło spędzić noc
Żeby życie było snem, żeby słyszeć życia dźwięk
Tańcowałem całą noc, żeby życie miało wdzięk
Łykam bas niby tlen, żeby życie miało sens
Pracowałem cały dzień, żeby miło spędzić noc
Żeby życie było snem, żeby słyszeć życia dźwięk
Tańcowałem całą noc, żeby życie miało wdzięk
Łykam bas niby tlen. Niby tlen, ej

Budzik mnie o dziewiątej wzywa
Pierwsza myśl: “sprawdzę stan konta chyba”
Potem pamiętam, że już nie muszę
Jeszcze nie gruba, już obła ryba
Wczoraj wieczorem ta modna biba
Byłem w Niebie i każdy tam odlatywał
Każda dziewczyna tu coś nagrywa
Każdy mężczyzna tu coś nagrywa
Niejedna twarz trafi dziś na Pudelka
Niejedną twarz widziałem na butelkach…
Pepsi czy czegoś tam…? Kreski, dilerzy, chłam
W męskim imprezy start
Ktoś na dzielni, na dzielni wywęszył gram…
Sypie wężyka, wężyka, wężyka
Debata od razu Luzztra czy jeszcze Plan B?

Żeby miło spędzić noc
Żeby życie było snem, żeby słyszeć życia dźwięk
Tańcowałem całą noc, żeby życie miało wdzięk
Łykam bas niby tlen, żeby życie miało sens
Pracowałem cały dzień, żeby miło spędzić noc
Żeby życie było snem, żeby słyszeć życia dźwięk
Tańcowałem całą noc, żeby życie miało wdzięk
Łykam bas niby tlen. Niby tlen, ej

Ty chyba dzwoniłaś, ja tracę zasięg
I tracę tu czas, no i tracę papier
Lecz jakoś to będzie
Sobą nie martwię się, ciągle się martwię światem
Dzisiaj wieczorem znów modny balet
A ten didżej to musi być spory talent
Bo tyle ma dziewczyn i żąda dam, jak żąda w makale walet
Chcę żyć na tej ziemi i coś znaczyć
By stworzyć potomnych i sos nabyć
Buduję tu pomnik jak stos naczyń
Od jutra nie piję, mam dość kaca
Rany, to miasto jest piękne
Otwieram notes, nastawiam te pętle
Wczorajszy wieczór był snem
Nie wiem skąd wzięła się czarna pieczątka na ręce

Pracowałem cały dzień, żeby miło spędzić noc
Żeby życie było snem, żeby słyszeć życia dźwięk
Tańcowałem całą noc, żeby życie miało wdzięk
Łykam bas niby tlen, żeby życie miało sens
Pracowałem cały dzień, żeby miło spędzić noc
Żeby życie było snem, żeby słyszeć życia dźwięk
Tańcowałem całą noc, żeby życie miało wdzięk
Łykam bas niby tlen. Niby tlen, ej

"Wiesz, powiem Ci, że są w życiu momenty, 
kiedy mam nieprzepartą ochotę zachowywać się jak świr. 
Jestem świrem"*

Robię to co noc, robię to co noc
Nikogo nie proszę o pomoc
Znowu wychodzę, mam FOMO
A chciałbym to szczerze pierdolić jak Pono
Nie podchodź, nie wolno [mordo]
Nie mam tu siły na foto [mordo]
Widzę, że fanów tu kordon
Jestem pijany, a ten z którym gadam to chyba coś połknął
Mówi, że pierdoli cały Mordor
Ma go dość, bo szefowa jest idiotką
A ten jego nowy start-up zrobi pogrom
Coś tam, coś tam, coś tam dot com
Ej, Taco, Taco, może da radę z tą fotką?
Mówię: “spoczko, chodź ziom”
Potem mnie to auto znowu wiezie pod dom
Ej, ona śpi a ja chciałbym przeżyć coś z nią

Pracowałem cały dzień, żeby miło spędzić noc
Żeby życie było snem, żeby słyszeć życia dźwięk
Tańcowałem całą noc, żeby życie miało wdzięk
Łykam bas niby tlen, żeby życie miało sens
Pracowałem cały dzień, żeby miło spędzić noc
Żeby życie było snem, żeby słyszeć życia dźwięk
Tańcowałem całą noc, żeby życie miało wdzięk
Łykam bas niby tlen



*Fragment filmu "Żółty szalik" (2000)

Taco Hemingway - Chodź | Tekst piosenki

Czuję się jak młody Zeus kiedy jadę nocą
Czekam, aż to miasto wreszcie mi postawi posąg
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd

Wczoraj melo gdzieś na Żoli, dzisiaj raczej Moko
Nie followuję tamtych kobiet, bo te panie zwiodą
Nawet nie podchodź, ziomek, niech się zajmą same sobą
Chętnie popatrzę. Niech się one zajmą same sobą
Mówią na mnie oksymoron, mówią “raper z głową”
Mam oczy ostre jak żyleta, w głowie race płoną
Nie rusz tych narkotyków, mordo, bo jak Kazek kopią
Widzę jej bluzkę. Wiem, że ma tam tatuaże pod nią
Pijesz to wino teraz. Ledwo wstał i na melanż
Wpierdol jak, wpierdol jak, Tina zbierasz
W sumie to wiem, bo tam bywam nieraz
Que Sera, Sera. Dzisiaj na nareszcie na mieście afera
Zrobię tu ferment i lęgnie kariera
Więc kończmy te brednie, nie, nie chcę aftera
C’est la vie, c’est la vie
Gdzie moi ludzie? Już nie ma ich, nie ma ich
Dzwonię i dzwonię, ale nie odbiera nikt
Halo? Jebać ich
Zamawiam auto. Czuję mentole i czuję twój szampon
Do samochodu wsiadamy ze szklanką. Życie jest bajką

Czuję się jak młody Zeus kiedy jadę nocą
Czekam, aż to miasto wreszcie mi postawi posąg
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd
Czuję się jak młody Zeus kiedy jadę nocą
Czekam, aż to miasto wreszcie mi postawi posąg
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd

Kiedy tu idę nad Wisłą, widzę tu wszystkich i wszystko
Widzę tu przeszłość i przyszłość. Swych oponentów
I swoją publiczność. Obie te grupy chcą zdjęcie mi pstryknąć
Obie chcą rękę uścisnąć. Widzę tych ludzi, z którymi tak długo łączyła mnie bliskość
A których tu dzisiaj bym wolał uniknąć
A my rozmawiamy nadal, nasze słowa plączą się
Mówisz mi, że musisz spadać, ja blefuję: “no to pech”
“Chociaż nie” mówisz nagle, “może jeszcze minut pięć”
Nie wiesz jak mi imponuje że nie robisz min do zdjęć, wiesz?
Leci tu “We Are Your Friends”. Dawaj na drinka i kęs
Chociaż na co dzień nie tykasz tych mięs, nie? Troszeczkę stypa tu jest
Sorry, zazwyczaj muzyka tu fest. Ale już wydam tu cash
Do trumny nie wezmę go, więc musze wydać go gdzieś
Znamy się, nie musze pytać co chcesz, więc
Niosę wódkę z gazowaną wodą
Nie musisz mówić nic, jesteś chodzącą anegdotą
Dziś twoja szminka jest ciemniejsza niż me calimocho
Ty mnie prowadzisz a ja nadal nie wiem dokąd

Czuję się jak młody Zeus kiedy jadę nocą
Czekam, aż to miasto wreszcie mi postawi posąg
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd
Czuję się jak młody Zeus kiedy jadę nocą
Czekam, aż to miasto wreszcie mi postawi posąg
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd
Wzięła mnie za rękę: "chodź”. Nie spytałem dokąd

Taco Hemingway - Głupi byt | Tekst piosenki

Znowu robię coś tylko po to, żeby móc nie robić nic
Znowu chodzę nocą po tym mieście w sumie odrobinę już mi wstyd
Nie biorę tego na poważnie, w sumie to jest tylko głupi byt
Ten głupi byt

Młody Fifi, młody Dionizos. Wokół Wisły znowu trwonię sos
Kiedy tańczę, na telefon znowu dzwoni ktoś. Z lewej nogi już na prawą niby Toni Kroos
Moje ziomki to jest dobry sort. Twoje ziomki nowy nowy nowy got
Młody Fifi, robie rapy robie nowy pop. Robie hity tu lato, bo jest ciągły ziąb
Dzisiaj to latam w zieleni, ulatnia się szansa na trening
Eks-koleżanka się żeni. Eks-koleżanka zmieniła nazwisko. Eks-koleżanka się ceni
Nie chcę nikomu rozdawać pierścieni, bo dzisiaj mam blanta i kafla w kieszeni
Ego jak Zlatan, nie Kendrick. Padam a jutro powracam jak feniks

Znowu robię coś tylko po to, żeby móc nie robić nic
Znowu chodzę nocą po tym mieście w sumie odrobinę już mi wstyd
Nie biorę tego na poważnie, w sumie to jest tylko głupi byt
Ten głupi byt
Znowu robię coś tylko po to, żeby móc nie robić nic
Znowu chodzę nocą po tym mieście w sumie odrobinę już mi wstyd
Nie biorę tego na poważnie, w sumie to jest tylko głupi byt
Ten głupi byt

Znów rapuję o tym samym, ale tylko tyle znam
Odpalony notes, sobie stoję w tyle sam
Wtem pijane mordy pytają za ile gram
I czy już zrobiłem sześć, jak nie, no to ile mam tych zer?
Odchodzę i idę sam dalej. Dupery tu piją Campari
Nowe hobby: narzekanie na brak wiary
A wszyscy wokół czekają na swoje fanfary
Gdzie ten pistolet startowy? Życie się zacznie na dobre
Teraz to żyję na poły. Teraz się truję, bo taki mam okres
Niedługo będę znów zdrowy
Znajdę robotę, umowę o pracę, dostanę tam nawet telefon służbowy
I nigdy go nie odbiorę. I nigdy go nie odbiorę


Znowu robię coś tylko po to, żeby móc nie robić nic
Znowu chodzę nocą po tym mieście w sumie odrobinę już mi wstyd
Nie biorę tego na poważnie, w sumie to jest tylko głupi byt
Ten głupi byt
Znowu robię coś tylko po to, żeby móc nie robić nic
Znowu chodzę nocą po tym mieście w sumie odrobinę już mi wstyd
Nie biorę tego na poważnie, w sumie to jest tylko głupi byt
Ten głupi byt

Dobre maniury albo dobre maniery
Burza włosów powstrzymana drogim lakierem
Dla niej rzucisz węgle, rzucisz żonę, zrobisz karierę
To nie awans kiedy się przesiadasz z koki na herę
Takich historii znam wiele
Tyle miłości mam w ciele
Porcelanową masz cerę
Zrobiłbym wszystko dla ciebie. Zrobię wszystko dla ciebie

Ale teraz robię coś tylko po to, żeby móc nie robić nic
Znowu chodzę nocą po tym mieście w sumie odrobinę już mi wstyd
Nie biorę tego na poważnie, w sumie to jest tylko głupi byt
Ten głupi byt
Znowu robię coś tylko po to, żeby móc nie robić nic
Znowu chodzę nocą po tym mieście w sumie odrobinę już mi wstyd
Nie biorę tego na poważnie, w sumie to jest tylko głupi byt
Ten głupi byt

Taco Hemingway - Saldo '07 | Tekst piosenki

Kiedy byłem mały chłopcem, to paliłem kiepy
I śmieszne papierosy. Oni walili sety
Kroczyłem ulicami szeptem, nie byłem kretyn
Dziś moje kroki ciężkie słychać na kilometry
Lecz nie podnoszę głowy, dopóki nie minę mety
Jakieś dzieciaki chcą mnie podejść. No synek, gdzie ty?
Potykasz się o sznurowadła to wstawimy rzepy
Wy ciągle wszystko na poważnie, my bawimy się tym
Kiedyś ze śmiechu prawie płakał, gdy kleiłem wersy
Dziś na fejanku prosi trzy bilety
Dla swojej mamy, swojej siostry i dla swej kobiety
Zachowaj te pieniądze, w Taco Corp nie klepią biedy

To żaden wstyd, kiedy kuszę los
Nie lecą łzy, kiedy gubię coś
Jedynie, gdy zgubą jest człowiek…
Wtedy czuję cios
Gdy mój mózg się zapuszcza w noc
Do moich drzwi znowu puka ktoś
A ja wiem, że to jeszcze nie koniec

A gdy byłem młodzieńcem, to się kochałem w tobie
Obwiniam ciebie za te fobie i słabe stopnie
Mieszkałem za blisko ciebie, za daleko od niej
Masz po mnie parę fantów, może na Allegro opchniesz
Czekałem jakieś dwa tygodnie, może się ockniesz?
Kiedyś to wszystko było prostsze, tych parę dotknięć
Niwelowało cały odstęp. Dziś węszę podstęp
Gdy dzwonią telefony. Odbieram mówiąc “co chcesz?”
Na uprzejmości brak mi siły, także gadaj konkret
Przechodź od razu do tematu, czasu brak na oddech
Mieliśmy być dorośli a na twarzach nadal obłęd
Nie licz na ludzi, a jak musisz, sprawdzaj saldo potem

Zero miłości w naszym mieście, tej jedynej szukasz
Dwa razy wszedłeś do tej rzeki, do trzech razy sztuka
W tych czterech kątach spędzasz piątek i się pławisz w smutkach
Ten szósty zmysł… Siedem nieszczęść głupio patrzy z lustra

To żaden wstyd, kiedy kuszę los
Nie lecą łzy, kiedy gubię coś
Jedynie, gdy zgubą jest człowiek…
Wtedy czuję cios
Gdy mój mózg się zapuszcza w noc
Do moich drzwi znowu puka ktoś
A ja wiem, że to jeszcze nie koniec

Kiedy będę starszym panem, spojrzę pewnie w lustro
Zbieram owoce cierpliwości jak polecił Rousseau
Po ci pełny portfel jeśli na pogrzebie pusto?
Brak ludzi, którzy za twą duszę jakąś setkę chlusną
Kończę 30 w 2020
Chcę się wtedy cieszyć szumem drzew i dolców szelestem
Także zagram to, co trzeba, jakiś koncert lub festyn
Zamiast zmieniać pensje na żetony robię investment
A więc jadę na występ, jadę na występ
Nie piorę swych brudów publicznie, łapy mam czyste
Choć jeszcze nie jestem dorosły, już raczej nie chłystek
Siadam se w bistro, biorę beefsteak, obgadam biznes
Żaden garnitur, noszę jeansy i biały t-shirt
Oni gadają, płaczą, krzyczą, a ja nic nie słyszę
To pieskie życie na okrągło chcą gonić jak hycel
Siedzę w obłokach i popijam szprycer

Taco Hemingway - Dele | Tekst piosenki

Znowu po tych klubach żonglerka jak Dele Alli
Wjechałem jak Conrado, o kurwa, jesteście cali?
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali
Znowu po tych klubach żonglerka jak Dele Alli
Wjechałem jak Conrado, o kurwa, jesteście cali?
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali

WWA. Tu dostaniesz petardę za nie ten szalik
A najciekawsi ludzie to właśnie ci nieciekawi
Tańczymy tu na barce, poleciał nareszcie Travis
A ty byś wolał “Illmatic”, więc krzyczysz, że to nie rapik
Gdy świta, ja uciekam, zajęty mam wiecznie grafik
Najpierw idę pobiegać, a potem to wkleję na bit
Więc nie zadawaj pytań, kolego, nie jesteś Rawicz
Ja też ci ich nie zadam, po prostu mnie nie ciekawisz
Znowu pracowałem jakieś 10 godzin non-stop, żeby dawać moim fanom wszystko na co zasłużyli
Rumak smaży bity, ja tych fanów karmię piosnką, potem patrzę jak na wnuków i się jaram jak utyli
Idę potańcować se do Hocków, bo tam grają moje ziomki. Gra tu Zeppy, Rapperoni i Flirtini
A za tę reklamę postawią mi drinki (Serio ziomki)

Znowu po tych klubach żonglerka jak Dele Alli
Wjechałem jak Conrado, o kurwa, jesteście cali?
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali
Znowu po tych klubach żonglerka jak Dele Alli
Wjechałem jak Conrado, o kurwa, jesteście cali?
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali

J'habite w Warszawie gdzie każdy ma jakiś projekt
Lecz żaden się nie skończy i żaden nie trafi w obieg
Każdy tu chce być bardziej na offie, niż Arczi Rojek
A wszystko co robimy, robimy dla ładnych kobiet
Ci chłopcy tu od lat se pielęgnowali fobie
Bo wcześniej byli nudni i było to karygodne
Już trwa tu licytacja kto gorszy ma jakiś problem
Wygrywa ten kto przegrał, to przecież jest jakiś obłęd
A ja sobie stoję no i słucham o czym mowa, bo ich kocham, bo to w sumie jak nie patrzeć moi ludzie
Jeden tu kolega miał być chyba na odwyku, ale jakoś szybko skończył go, bo znowu łoi wódę
Inny stoi z ładną koleżanką w jeszcze bardziej ładnych butach, za wysokich wprawdzie, niunia stoi z trudem (stoi trudem, stoi z trudem)
A przecież mówiłem uważaj na szpilki (no przecież mówiłem)

Znowu po tych klubach żonglerka jak Dele Alli
Wjechałem jak Conrado, o kurwa, jesteście cali?
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali
Znowu po tych klubach żonglerka jak Dele Alli
Wjechałem jak Conrado, o kurwa, jesteście cali?
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali
Słyszałem, że coś mruczysz, więc powiedz to reszcie sali

Taco Hemingway - Wszystko na niby | Tekst piosenki

[Intro]
Jest jakaś różnica jak rozmawia się z tobą z Filipem Szcześniakiem czy z Taco Hemingwayem
Pytanie kto ze mną rozmawia pewnie
A dzisiaj jesteś kim, teraz?
Nie no, tu jest zamiwnia wytwórni, tutaj jestem jako raper
I rozmawiamy szczerze czy to jest część spektaklu?

[Zwrotka 1]
To wszystko dziełem przypadku jak z naszych płyt hity
Linia życia im się marszczy, niby brwi Fridy
A pod Witosem tamte dzieciaki ciągle Kick-Flipy
Dzieci i młodzież do mnie DM`y jak mam żyć Fifi
Pisze mi że chce się wieszać no bo był bity
Gdy matka litry łez wylewa, ojciec pił litry
I nie przepuścisz tego ścierwa przez ten filtr Brity
Co mam poradzić będzie dobrze dzieciak, pisz płyty?
Motywacyjni coache kłamią, że to kwestia chęci
Tylko testament sprawi, że nie umrzesz w niepamięci
Tylko po drugiej stronie wreszcie ktoś ci medal wręczy
Zostawiam rzeczy po sobie żeby się nie lękać śmierci
Nie ma tu miejsca na monety w grobie, kusi wizja dekadencji
Przez parę dekad dancing, więc zawsze beka z MC`s
Twój ulubiony raper kłamie, mówiąc nie dla pensji
Bo gdyby ktoś dał mu brałby płacząc nie no ekstra dzięki

[Refren]
To wszystko na niby, to wszystko na niby
Gdy wchodzimy do kabiny
Nie wierz w nic
To wszystko na niby, wszystko na niby
Gdy wchodzimy do kabiny
Nie wierz w nic, nic

[Zwrotka 2]
Nieważne czy pod sceną ludzi prawie 30 koła
Czy trzydziestu chłopa, te przypadkowe typy z Opola
Zagram tak samo czy w hostelu mam tu syfu do kolan
Czy apartament Hilton, tak się tworzy smyku renoma
Grałem za 5 dych i browar, grałem za 50 koła
Oni za vipy i towar chcą bym się wstydził, że Soma
Śmiga po szkołach
Byłem dzieckiem gdy siostry mej chłopak
Zabrał na koncert trójki Weber, Emade, Fisz oraz Łona
Wtedy się zachłysnąłem polskim rapem, miałem 11 lat
Mam przeprosić zatem za młody profil mego fana
Powiem krótko z chęcią przyjmę młody profil
Ty masz profil żaden, słuchają nas w korporacjach
Oraz podstawówkach, słucha twój dziadek, kumpel, babcia, kuzyn, matka córka
Rada od wujka, słuchaj
Choć nie skłamałem jeszcze nigdy na tracku
Na wszelki wypadek załóż, że to jest na niby dzieciaku

[Refren]
To wszystko na niby, to wszystko na niby
Gdy wchodzimy do kabiny
Nie wierz w nic
To wszystko na niby, wszystko na niby
Gdy wchodzimy do kabiny
To nawet nie jest mój prawdziwy głos

[Zwrotka 2]
Mówią, że robię to na niby
Mówią, że fobie są na niby
Mówią, że kocham ją na niby
Mówią, że moja postać i moje słowa są na niby
Więc może jestem nieprawdziwy
Może był casting go wygrałem
Może go robił Jungs, Filtrini
A może Grabski, albo Parti
Albo jeszcze jakiś inny geniusz marketingu
Nawet już mi się nie chce tracić śliny nie nie
Musisz starannie sobie dobierać bohaterów
Kolega ci powie komu ufać, komu nie
Twój amerykański idol ma czterech ghostwriterów
Jak ci zasnęły podejrzenia, obudź je
Milionerzy w Stanach bawią się w gangsterów
Leją wodę, to juz jakaś powódź jest
A gangsterzy w teledyskach chcą udawać milionerów
Bo w tym niemożliwym świecie nikt już nie chce być kim jest
To nie gambino ale każdy kręci serial
Więc zapamiętaj zanim rzucisz nas na rzutnik
Niechaj przynajmniej będzie dobra reżyseria
Ja mam wrażenia że mnie kręci Stanley Kubrick
To nie Gambino ale każdy kręci serial
Więc zapamiętaj zanim rzucisz nas na rzutnik
Niechaj przynajmniej będzie dobra reżyseria
Ja mam wrażenia że mnie kręci Stanley Kubrick
To nie Gambino ale każdy jest aktorem
Pamiętaj o tym, zanim kupisz na nas bilet
Sam mam wrażenie, że zaraz o tym zapomnę
Pamiętaj tylko, że to wszystko jest na niby

Taco Hemingway - Café Belga | Tekst piosenki

[Intro]
Wymyśliłem sobie taką koncepcję
No
Żebyśmy podzielili tę rozmowę na kilka segmentów
W pierwszym jest to miejsce gdzie się znajdujemy teraz
No
Gdzie jesteśmy

[Zwrotka 1]
Kiedy mówi, że mnie nie chce nie rozumiem
Czego ona może chcieć
Kiedy słyszę siebie w Esce wiem
że ciężej będzie o sekret nim się o nim dowie sieć
Kiedy ty wciskasz me guziki
Wtedy wybucham moja droga to nie test
Kiedy siedzę zły na ciebie piszę teksty
Które poznasz już dopiero po premierze
Kiedy wieczór ustępuje już świtowi
Nie no tak w sumie to już znasz
Siedzisz na komodzie nogi wokół moich ąą
W radiu znowu Soma gra
Kiedy robisz szkodę mówię, że nie szkodzi
Moja droga trochę by było szkoda nas, trochę będzie szkoda nas
Zanim powiem że mi z tobą jest do twarzy
Cofam to bo nie wiem czym jest moja twarz
Miękkie piersi, twarde narkotyki, jestem bestią szarpię za kolczyki
Szeptem miękki materac bardzo skrzypi
Kiedyś piękny a teraz straszne myśli
Cafe Belga w mig je poskromi
Jak Gombrowicz robił w Tortonii
Męczą mnie demony, robię zwrot od nich
Dlatego robię od nich zwrot, to mój kompromis

[Refren]
Wypili moją krew na hejnał, nie pierwszy raz
Przerzucam sobie cash na Pay Pal
I uciekam bo mnie ciągle goni świat
Wypili moją krew na hejnał, nie pierwszy raz
Poleciałem pisać wersy w Cafe Belga
Osiemnasty mnie wykończy, chyba w dziewiętnastym przerwa

[Zwrotka 2]
Zanim umrę syty, niby Gandofini, gdzie
Na Sycylii albo w Argentynie, fajnie
Tańczymy tango gdzieś na Santorini
Irena Santor na dzikiej plaży odpalam na głośniki
Bo nie obchodzą nas za bardzo tipy
Gdzie warto bywać i jak przeciwdziałać zmarszczkom
Vipy chcieli by się widywać z nami
Dostaje zapro na bibę od celebrytów
Którzy poznali mnie po Taconafide
Mama pyta kiedy zacznę pisać o czymś
Mówię jej że kiedy coś mi się przytrafi
Milczenie jest złotem, ale me głupoty platynowe są
Więc przelałem na sieroty parę kafli
Dzieci przymierają głodem a obywatele ciągle chcą
Rzucać groszem na ten koszyk dla parafii
Nim posypią mi proboszcze to zmęczone czoło prochem
Oto płyta może trochę was zabawi, Cafe Belga

[Refren]
Wypili moją krew na hejnał, nie pierwszy raz
Przerzucam sobie cash na Pay Pal
I uciekam bo mnie ciągle goni świat
Wypili moją krew na hejnał, nie pierwszy raz
Poleciałem pisać wersy w Cafe Belga
Osiemnasty mnie wykończy, chyba w dziewiętnastym przerwa, ej

[Outro]
Pojechałem pisać w Cafe Belga
Czuję, że mogę oddychać w Cafe Belga
Piję z Filipem znowu Tequille w Cafe Belga
Chyba jej wyznałem miłość w Cafe Belga
Nikt nie patrzy na mnie nigdy w Cafe Belga
Jestem w tłumie, nie jestem inny w Cafe Belga
Nie robią szumu, nie adorują
Nigdy nie piszczą w Cafe Belga
Dźwięki migawki zastępują tylko piękne trzaski werbla
Pojechałem pisać w Cafe Belga
Czuję, że mogę oddychać w Cafe Belga
Piję z Filipem znowu Tequille w Cafe Belga
Chyba jej wyznałem miłość w Cafe Belga
Nikt nie patrzy na mnie nigdy w Cafe Belga
Jestem w tłumie, nie jestem inny w Cafe Belga
Nie robią szumu, nie adorują
Nigdy nie piszczą w Cafe Belga
Dźwięki migawki zastępują tylko piękne trzaski werbla

Taco Hemingway - ZTM | Tekst piosenki

[Refren]
Chciałem znowu jeździć ZTM-em
Gonią mnie koszmary, nie kanarzy
Pytasz kim chcę być w przyszłości, jeszcze nie wiem
Chyba wolę sobie marzyć
Wszystkie trasy w głowie prowadzą do ciebie
Chciałbym znaleźć jakiś azyl
Gdzie te czasy, gdy jeździłem zakochany ZTM-em?
ZTM-em, hej, hej

[Zwrotka 1]
Leniwe flow, jestem Giggsem
Latałem Ryan'em, latałem se Wizz'kiem
Latałem po [?], pisałem ten mixtape
Fala ta, później prowadzę swój biznes
Żaden przeciwnik już nawet nie piśnie
Wyróżniałem się jak martwy piksel
Wszędzie klony, jakbym widział Hare Kriszne
Zdjęcie z szampanem, ale piję mały Pilsner
Chciał Champs-Élysées, ale był na Marywilskiej
W plecy wbijają mi noże jak Brutus
Ona straciła już głowę jak Dooku
Ona ma uda i głowę jak Mewtwo
Nie chcę was na telefonie jak U2
Pyta o wywiad, ja mówię mu: mm, mm, mm
W kółko jak Giro polewałem ten Melbek
Tylko studio i wino, a od roku miałem mieć przerwę
Ciągle pytasz o milion, ja już walczę o więcej
Życie jak "Ósma mila", gdy pisałem rymy w tym ZTM

[Refren]
Chciałem znowu jeździć ZTM-em
Gonią mnie koszmary, nie kanarzy
Pytasz kim chcę być w przyszłości, jeszcze nie wiem
Chyba wolę sobie marzyć
Wszystkie trasy w głowie prowadzą do ciebie
Chciałbym znaleźć jakiś azyl
Gdzie te czasy, gdy jeździłem zakochany ZTM-em?
ZTM-em, hej, hej

[Zwrotka 2]
Napisałem "Wszystko jedno" w busie 128
Nie wiem czy ten chłód od ludzi bił, czy nieszczelnych okien
Wtedy nie patrzył na mnie w tłumie nikt, nikt nie mierzył wzrokiem
Teraz ci krawcy chcą mnie poprawić, jakby mieli jakiś problem
Wąsy jak Krzysiu Krawczyk, buzia jak Krzysiu Ibisz
Leżą na dysku tracki, co ty się smyku dziwisz
Że odłożyłem ten "Trójkąt" na potem, ziomek, chciałem zabłysnąć w english
Teraz to proste, że równie dobrze mogłem te nuty nawinąć w jidisz
Kiedyś wiesz - pensja pensją, nie krzyczałem wtedy olvey
Pędziłem SKM-ką, wiadomości mam od niej
Dziewczyny wiesz jak tęsknią, kleiłem tekst na "Mięso"
Uciekam przed dekadencją, zawsze chciałem żyć mądrzej
W busie te zęby żółte, raczej nie myl ze złotem
Leją się łzy jak żółtko w pustym barze na Smolnej
W dłoniach ten żółty papier, ludzie płaczą za Słońcem
Tyle żółci w tych żółtych busach, wszystko żółte jak Coldplay

[Refren]
Chciałem znowu jeździć ZTM-em
Gonią mnie koszmary, nie kanarzy
Pytasz kim chcę być w przyszłości, jeszcze nie wiem
Chyba wolę sobie marzyć
Wszystkie trasy w głowie prowadzą do ciebie
Chciałbym znaleźć jakiś azyl
Gdzie te czasy, gdy jeździłem zakochany ZTM-em?
ZTM-em, hej, hej

[Zwrotka 3]
Oto bus staje na pętli
Teraz pamiętam jak byłem dzieciakiem, te plany, że chciałem mieć Bentley
Wtedy rodzice się ciągle kłócili, bo zawsze za mało pieniędzy
Chciałbym, by ludzie patrzyli na teksty, nie tylko ciągle o pensji
Czy jestem na karcie na czasie, jeżeli jestem - które mam miejsce
A które mieć powinienem, no i ile mnie śledzi ludzi na fejsie
I ile tej pengi zarabiam na EPce, ile kasuje koncertem
Wokoło latają kanarzy pytają bez przerwy o jakieś bilety, jebać was

[Outro]
Autobus kończy na pętli, nigdy nie skończę na pętli
Piszę na pętli teksty wiecznie, chcesz to je możesz zapętlić, dzięki
Autobus kończy na pętli, nigdy nie skończę na pętli
Piszę na pętli teksty wiecznie, chcesz to je możesz zapętlić, Bentley
Autobus kończy na pętli, nigdy nie skończę na pętli
Piszę na pętli teksty wiecznie, chcesz to je możesz zapętlić, dzięki
Autobus kończy na pętli, nigdy nie skończę na pętli
Piszę na pętli teksty wiecznie, chcesz to je możesz zapętlić, dzięki
Autobus kończy na pętli, nigdy nie skończę na pętli
Piszę na pętli teksty wiecznie, chcesz to je możesz zapętlić, dzięki

Taco Hemingway - Reżyseria: Kubrick | Tekst piosenki

[Intro]
Czy ty żyjesz w prawdziwym świecie w ogóle jeszcze?

[Refren]
Moje życie - reżyseria: Kubrick, zwariowałem od tej pracy
Kiedyś byłem w roli głównej, ktoś mnie wyciął przy montażu
I work, no play
I work, no play

[Zwrotka 1]
Nie widziałem cię od stu dni
Dosyć mam urlopu, dosyć miałem kłótni
Z czasem stało się i zniknąłem jak Houdini
W międzyczasie obcy ludzie stali się okrutni, chuj z nimi
Zawsze miałem jednakowy wzór dni
Koncert, studio, i ze studia do wytwórni
Na chwilę w domu, nawet nie wieszałem kurtki
Telefon dzwoni, robić chcą reklamę wódki
Dają milion czysto, do ugrania milion trzysta
Ojciec mówi głupio, gdybym z tego nie skorzystał
Robić chcą kolabo, jakieś zwrotki miałbym wysłać
Mówić: "Ekhm, moja ulubiona czysta"
Zamiast brać hajs, wolę dawać przykład
Reputacji nie odkupi żadna cyfra
Śpiewałbym inaczej, gdybym nie wyprzedał trasy
Albo gdyby jakoś marnie nam się sprzedawała płyta

[Refren]
Moje życie - reżyseria: Kubrick, zwariowałem od tej pracy
Kiedyś byłem w roli głównej, ktoś mnie wyciął przy montażu
I work, no play
I work, no play

[Zwrotka 2]
Znów mam w bani "Odyseję", znowu sam
W dużej chacie z moją pracą - oto "Lśnienie"
Uśmiech dawno niewidziany, jestem na bieżąco z gniewem
Dla spokoju ducha sobie słucham "2001"
Mam pomysłów pełny magazynek
Oni myślą, że ja badam rynek
Zarzucają chłopcom mechaniczność
Hej, główna scena na Orange'u, patrz jak płynę
Drogi fanie, wiedz, że zawsze będę szczery z tobą
Nie chce mi się tu biadolić, jaki Filip biedny
Wykleili moje zdjęcie, na nim wielkie logo
Nie zobaczysz przy mnie nigdy butelczyny Perły
Nie jestem uliczniak, raczej nim nie będę
Jak mam być uliczniak, ziomuś, jak mam beefy z blendem
W głębi serca ciągle jestem Fifi z STM, co pisał płyty siedząc w ZTM
Kręcę skręt, słucham tych audycji z Lex FM w BXL
Ziomki mówią do mnie: "Qu'est-ce que c'est?"
A ja nie wiem, a ja nie wiem

[Bridge]
Mówią, że zacząłem tak jak Stanley, ale, że zakończę tak jak Patryk Vega
Wszyscy nas kochają, kiedy wygrywamy, nienawidzą, gdy przytrafi się Senegal
Wczoraj rzucam rapy na nielegal, dzisiaj Fryderyki, jutro będą fryty a nie medal
Myślę o tym noc w noc, zanim zasnę - ogłoszenie "dusza Taco - tanio sprzedam"

[Refren]
Moje życie - reżyseria: Kubrick, zwariowałem od tej pracy
Kiedyś byłem w roli głównej, ktoś mnie wyciął przy montażu
I work, no play
I work, no play

Taco Hemingway - Motorola | Tekst piosenki

[Refren]
Lepiej żyło się na Motorolach
Moi ludzie nie śpią nocą w domach
Bez pracy prawie trzy dychy
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Miasto wibruje jak flip phone
Motorola, Motorola, Motorola, Motorola

[Zwrotka 1]
Znowu jestem płytki jak rozmowa w windach
Oczy utopione ciągle w social mediach
Tamte panie takie ładne, jakby ciosał Fidiasz
Te niektóre Instagramy to jest twoja biblia
Moja też w sumie, nawet ci nie będę mówił
Dobrze wiesz które
Leżę w domu, czekam znowu aż ten deszcz lunie
I tak nie wychodzę, a te słońce stresuje
(Co cię stresuje?)
Uuu, yeah, dzwoni, duszą mnie te maile, gdzie jest mój Ventolin
Kupię Ericssona, chyba kupię Sony
Pieje kogut, a mój budzik mnie od ósmej goni
Szedłem spać kwadrans po piątej, dieta to Mandras i Bombej
Na kawalerski Berussa, na Berlin z Warszawy jak Ondreja

[Refren]
Lepiej żyło się na Motorolach
Moi ludzie nie śpią nocą w domach
Bez pracy prawie trzy dychy
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Miasto wibruje jak flip phone
Motorola, Motorola, Motorola, Motorola

[Zwrotka 2]
Warszawa dusi mnie rano, tutaj żyjemy i tu umieramy
Za oknem przepiękny billboard, nie sądzisz?
Oglądam z łóżka reklamy
Idę ulicą, ze ściany Smyka różowy push-up mnie wabi
A jak zasypiam, chuda blondynka oko mi puszcza LED-ami
Ciągle do mnie dzwonią te numery
Mam już tego dosyć, będę szczery
Pani Nykiel da ci kartę SIM
Pani Dykiel da ci owocowe Fairy
Z każdej głupiej strony kuszą Telimeny
Widzę tylko windę, mój posiłek zawsze delivery
Tylko bity bity oraz te litery, jakieś VAT-y, PIT-y
Liczy dziko, myśli jak Flippery

(Lepiej żyło się na Motorolach)

[Refren]
Lepiej żyło się na Motorolach
Moi ludzie nie śpią nocą w domach
Bez pracy prawie trzy dychy
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Miasto wibruje jak flip phone
Motorola, Motorola, Motorola, Motorola

Lepiej żyło się na Motorolach
Moi ludzie nie śpią nocą w domach
Bez pracy prawie trzy dychy
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Jak nie wyjdą rapy, no to po nas
Miasto wibruje jak–

[Outro: Taco Hemingway & Marek Roll]
- Wróćmy jeszcze do tej, do tej sławy trochę, bo przygotowałem sobie jeszcze jeden cytat.
- Dawaj.
- I to napisał Gombrowicz w jednym z listów z emigracji: "Moje życie stało się niezbyt przyjemne i ciągle przemyśliwam nad tym, żeby się wynieść na tamten świat".
To są takie słowa, które sprawiają, że zaczynasz się zastanawiać...

Taco Hemingway - Fiji | Tekst piosenki


[Zwrotka 1]
Jak zasięg zerwany w tunelu
Jak kożuch płynący po mleku
Downloady zerwane przy procentach 99
Jak bankomat, co nie wydał ci PLN-ów (ej)
Słuchawki splątane w za ciasnej kieszeni (skrt skrt)
Jak żółtko rozlane na starej patelni
Gdy ludzie w lokalu są jacyś za piękni
Gdy prosisz o kawę dużą, a barista poprawia, że Venti,ej

[Refren]
Właśnie tak mnie wkurwia, kiedy nie odbierasz
Tak mnie irytuje, gdy nie odpisujesz (ej, hej, hej)
Sobie wymyśliłaś chyba, że tu melanż
Że siedzę z kolegami i cię ignoruję
To nie tak, to nie tak, to nie tak

Tak mnie wkurwia, kiedy nie odbierasz
Tak mnie irytuje, gdy nie odpisujesz (ej, hej, hej)
Sobie wymyśliłaś chyba, że tu melanż
Że siedzę z kolegami i cię ignoruję
To nie tak, to nie tak, to nie tak, to nie tak

[Zwrotka 2]
Gdy nie wiem jak rozpocząć, mam drugą zwrotkę
Gdy typy śpiewają o Legii pod oknem (ej)
Jak stanik, co za nic się nie chce znów rozpiąć
Jak stanik, co za nic się nie chce z- ekh, ok, sorry
Jak apka YouTube'a, co nie chce grać w tle (tle, tle)
Jak wieści ze szczytu, gdy jestem na dnie (dnie, dnie)
Jak Uber, co gada, gdy ja wolę milczeć
Gdy chciałem pogadać, a ty wolisz ciszę

[Refren]
Nie wiesz jak mnie wkurwia, kiedy nie odbierasz
Tak mnie irytuje, gdy nie odpisujesz (ej, hej, hej)
Sobie wymyśliłaś chyba, że tu melanż
Że siedzę z kolegami i cię ignoruję
To nie tak, to nie tak, to nie tak

Tak mnie wkurwia, kiedy nie odbierasz
Tak mnie irytuje, gdy nie odpisujesz (ej, hej, hej)
Sobie wymyśliłaś chyba, że tu melanż
Że siedzę z kolegami i cię ignoruję
To nie tak, to nie tak, to nie tak, to nie tak

[Zwrotka 3]
Znowu cię widzę, sobie siedzisz przy Wiśle
Ale to chyba jest złudzenie optyczne
Mamy kontakt tylko telefonicznie
Znowu się martwię, że na stałe się osiedlisz na wyspie
A ja co? Będę sam tutaj
Życia sensu będę sam szukał
Znam te śpiewki, słyszę fałsz w ludziach
Sieją ferment, niby Kampucza
Ty przejrzysta jak woda Fiji (i chcę cię na hejnał)
Masz ostatnie słowo, w sumie to ad-liby (w nich jesteś jak Takeoff)
Amerykańskie kino, ciągle oglądam filmy (te bez happy-endu)
Livin' la Vida Loca, wolałbym trochę ciszy

[Refren]
Nie wiesz jak mnie wkurwia, kiedy nie odbierasz
Tak mnie irytuje, gdy nie odpisujesz (ej, hej, hej)
Sobie wymyśliłaś chyba, że tu melanż
Że siedzę z kolegami i cię ignoruję
To nie tak, to nie tak, to nie tak

Tak mnie wkurwia, kiedy nie odbierasz
Tak mnie irytuje, gdy nie odpisujesz (ej, hej, hej)
Sobie wymyśliłaś chyba, że tu melanż
Że siedzę z kolegami i cię ignoruję
To nie tak, to nie tak, to nie tak, to nie tak

Taco Hemingway - Abonent jest czasowo niedostępny | Tekst piosenki

[Zwrotka 1]
To był sen jakich wiele (sen jakich wiele)
Zamówiłem już taryfę, żeby jechać znowu gdzieś na imprezę (chciałbym ZTMem, ej)
Biorę ten inhalator, nagle dziwnym dźwiękiem do mnie śpiewa Messenger (śpiewa, śpiewa, śpiewa)
Borys pyta, czy depresja, myślę: nie no stary, przestań, już lecę
Zmierzam w ten eter, wjeżdżam w to miejsce gdzie wybrzeża ferment
A tech-branża wkręcona w techno, ty palisz zmęczona mentol
Rekin kobiety na węgorz łowi tu, a druga wędka to bank-roll
Ale nagle znikasz mi w oparach dymu
W mojej głowie twoja twarz tak jak lata temu
Na mej mapie zmarszczki, ale mnie to nie martwi
Bo kiedy byłem gładki to nie miałem celu
Wokół parkietu jak Tabaluga
Mam astmę, czy możesz mi zabrać szluga?
Zanim zasnę to dzwonię i sprawa głupia
Bo w słuchawce czerwonej odbiera ta baba, ta baba duka

[Refren]
Abonent jest czasowo niedostępny (abonent, abonent, abonent)
Abonent jest czasowo niedostępny (abonent, abonent, abonent)
Abonent jest czasowo niedostępny (abonent, abonent, abonent)
Abonent jest czasowo niedostępny
Chyba nauczyłaś się nie odbierać w weekendy

[Zwrotka 2]
Dziwny komunikat, kiedy dzwoni moje serce
Wybacz, abonament jest czasowo niedostępny (wstrętny, wstrętny)
Błaga o debatę, odpowiadam mu, że nie chcę (nie chcę, przestań)
Jak lokator, który wierci dziury mi na piętrze
Wbijasz szpile, wolę jak wysyłasz mi pinezkę
Robisz z igły widły i to chyba niebezpieczne (leżę grzecznie)
Po akupunkturze już, a krew mi dalej cieknie (wiesz, że lekcję)
Rzutu talerzami możesz dawać Magdzie Gessler (nie no, pięknie)
Kiedy już nie ręczę za siebie podaj mi rękę
Budujemy mury, ja wolałbym Keine Grenzen
Koniec już postawy marzycielskiej
Za szybą laurki od straży miejskiej
Im samotniej się czuję we własnym świecie
Jakimś cudem to widzę tę parę częściej, lecą flary wszędzie

[Refren]
Abonent jest czasowo niedostępny (abonent, abonent, abonent)
Abonent jest czasowo niedostępny (abonent, abonent, abonent)
Abonent jest czasowo niedostępny (abonent, abonent, abonent)
Abonent jest czasowo niedostępny
Chyba nauczyłaś się nie odbierać w weekendy
Abonent jest czasowo niedostępny (abonent, abonent, abonent)
Abonent jest czasowo niedostępny (abonent, abonent, abonent)
Abonent jest czasowo niedostępny (abonent, abonent, abonent)
Abonent jest czasowo niedostępny
Chyba nauczyłaś się nie odbierać w weekendy

[Bridge]
Halo?
Tarararara, tarararara

[Zwrotka 3]
Odbierasz i się robi w końcu pozytywnie
Ta negatywność jak nowotwór - to się wytnie
Dobra robota Borucci, bo w końcu w spokojne rytmy
Choć paru tych fanów nagle prosi o nowy "Szprycer"
To nowy Fifi, czyli spokojne ruchy jak młody Bobby Fischer
Ostatnio piłem tę wódę jak nowy PRO8L3M wyszedł
Dzieciaki sprane mózgi, za dużo kody pitej
Zamyślony se krążę z brodą jak młody Žižek

[Bridge]
Życie nieistotne, kiedy nie ma ciebie
I dlatego w twoją stronę lecę samolotem teraz, lecę samolotem
Szczupła stewardessa słyszy tę rozmowę
Mówi o trybie samolotowym i się przeokropnie gniewam
Także pogadamy potem
Nie mamy czasu na głupoty, mam 28 lat
A potomnych ciągle na mym horyzoncie nie ma
Ale nie gadajmy o tym
Jak telefon z lat 90. trzęsę się na myśl o kontakcie z tobą
Czuję już twój dotyk niemal
Tylko ty mnie umiesz włączyć

[Zwrotka 4]
Skup się proszę na moment
Dzień dobry, halo, z tej strony twój ulubiony abonent
Nie mam siły na emoji, chyba wolę przedzwonić
Jeżeli nie umiesz kochać, ja chętnie mogę przeszkolić
W Motoroli nie widziałem reklam
Nie patrzyłem z odległości jednej czwartej metra
Na te sztuczne mordy cały pierdolony spektakl
Jak zapełniony dysk umiera to nie ma miejsca

Taco Hemingway - Modigliani | Tekst piosenki

[Intro: Taco Hemingway & Marek Fall]
- Czy sława, poklask, popularność nie jest przeceniania przez ludzi, którzy jej nie zaznali nigdy?
- No jest, pewnie, że jest, no pewnie, że tak
- A to nie jest dziwne, że brukowce się jeszcze za ciebie nie zabrały?

[Refren]
Ona leży nago, jestem Modigliani, Modigliani
Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor
Świeci szyją, jestem Modigliani
Ja jak uczeń, kiedy mówię do niej proszę pani, proszę pani

Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani
Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor 
Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani
Zdejmuj suknię, ej
W końcu sami

[Zwrotka 1]
To był dziwny dzień, dziwny miesiąc, dziwny rok, dziwne życie
Myśli wrzeszczą, ściszcie, co?
Te dzieciaki, w nic nie wierzą, widzę to
Ich idole są przerażający - tylko kliknięć chcą
Traktują miłość jak telenowelę, jak telenowelę
Chcieliby wiedzieć z kim żyję i leżę w pościeli, i zwiedzam hotele
Klęczy przede mną, choć nigdy nie klęczę w kościele, no tego za wiele
Każdy mój związek z natury jest poligamiczny, mam ego za czterech
W imię Ojca, Ducha, Syna, miej w opiece moich ludzi, znów chadzają po kasynach
Borys wydał cztery koła w klubie striptiz, chłopaczyna
Teraz ma nadzieję, że następna płyta to platyna
Zmiana barwy jak kameleon
U młodu padnę jak Amadeo
Chłopcy twierdzą, że nie płaczą, lecz udają jak Paweł Deląg
Peugeot zmienię na Teslę, ej, mózg kosmiczny jak Elon, wow
Chodzę sobie po mieście, chcą mnie ścigać z kamerą

[Refren]
Jestem Modigliani, Modigliani
Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor
Świeci szyją, jestem Modigliani, Modigliani
Zdejmuj suknię, ej
W końcu sami

Proszę pani
Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani
Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor 
Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani
Zdejmuj suknię, ej
W końcu sami

[Zwrotka 2]
Zero siedem, ktoś mi wsypał biały proszek w blanty
Wieczorem diabeł mi na dobranoc śpiewał kołysanki
To nie porażka, że znów płynie w tym kielonie Chianti
Bo mogłem skończyć w narkotykach, Fifi - Moltisanti
One by chciały mefedron (standard)
Kiedyś zajawa Devendrą (Banhart)
Teraz to tylko techno (techno)
Nie lubić tego to wielki skandal
Sypią więc nie ma wyboru, nocą na mieście już nie ma kolorów
Szklana pogoda, żyły niebieskie od mefedronu
Jutro kacyk trzyma all day
W sumie to dobrze, bo dzięki niemu czas płynie już wolniej
Ma zalepiony telefon, chyba znów była na Smolnej
Na mieście każdy udaje, każdy uprawia swój cosplay
A ja na tym balu przebrany za Taco H.
Wszyscy mu życzą dobrze i mówią mu chapeau bas
Zima znowu za rogiem, lecz póki co lato trwa, więc tańczę
Ma ma se, ma ma sa, ma ma ku sa
Ma ma se, ma ma sa, ma ma ku sa

[Refren]
Jestem Modigliani, Modigliani
Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor
Świeci szyją, jestem Modigliani, Modigliani
Zdejmuj suknię, ej
W końcu sami

Proszę pani
Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani
Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor 
Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani
Zdejmuj suknię, ej
W końcu sami

[Outro: Marek Fall]
- Ty byś się zgodził, jakbym powiedział, że ty piszesz trochę o wielkim mieście w takiej formie jakby wielkie miasto, metropolia, ten tryb życia był trochę uzależnieniem? Skąd u ciebie taka wizja miasta jako sytuacji, w którą się jest łatwo uwikłać?

Taco Hemingway - Adieu | Tekst piosenki

[Zwrotka 1]
Dwie preski i dwie imprezki, ze dwie kreski
Królowie tafli jak Wayne Gretzky
Królowe lodu chcą parę kafli i fejm, prestiż
A WWA to NHL East w tej kwesti
Ona nie Bella, uczy się życia bez bestii
Teraz warkoczyk znowu próbuje wpleść w densing
A on zawodzi, nie chce wrócić jak pies Lessie
Nie nazwie suką nigdy, to nie jest gest męski
WWA to zimowisko, prawie kwiecień
Ciągle mrozy, ale idą w disco
Pracowite mrówki pchają sobie kij w mrowisko
Wcale nie mówią w oczy prawdy, ale napiszą wszystko
Znowu piją szybko, najpierw Pinot Grigio
Szybkie piwo, no i włączył im się real talk, real talk
Powiedz mi, czemu potraktował mnie ten Bitcoin brzydko
Znowu już czeka na nas kasyno, także Hilton szybko

[Refren]
I dlatego mówię adieu
Wszystkim, którzy ciągle pozostają na dnie
I powtarzam to jak mantrę
Mówię pa, mówię cześć, mówię adieu

[Zwrotka 2]
Ona ma serce jak lód, ty masz alergię na chłód
Choć piękny ma chód, to woli tym mercem na skrót
Nie patrz jej w oczy, bo będziesz kaput
Ona wypuszcza już bucha i buka
Odszukać tu męża to cud
Oko zapuszcza na druha, co wzroku nie spuszcza, bo chciałby ją...
Każdy z nas banał, w nocy sztama, ale potem obca twarz z rana
Nogi rozchylone, w nocy tańczy kankana
Potem nie zawracaj już gitary, pani santana
Łoł, wrzucili ci do wody pocisk
No a w szkole nie mówili, że tam molly szkodzi
Twój kolega oczy kobry ma, no bo nosy robił
Opętany ziomek sobie myli kroki osiem godzin
Osiem kobiet, zero szoku, bo nie robi popit
Obserwacja tych widoków, moje nowe hobby
Ale lowkey fascynują twoje loki
Miasto łapie się za brzytwę, tonie w morzu koki
Ty chyba będziesz mi tratwą, kiedyś odpłynę, nie będzie tak łatwo
Rano w rulony zwinięty jak banknot
Chciałbym się zmienić, zamknięty ten kantor

[Refren]
I dlatego mówię adieu
Wszystkim, którzy ciągle pozostają na dnie
I powtarzam to jak mantrę
Mówię pa, mówię cześć, mówię adieu

[Zwrotka 3]
Niech to pojebane miasto mnie dopadnie
Nim mi resztę prywatności ktoś ukradnie
Jakieś inne miejsce na ziemi sobie znajdę
Jakiś bar, knajpę, mówili plany wszystkie wsadź w bajkę
A zrobiliśmy coś z niczego, Fifi MacGyver
Za dzieciaka chciałem latać niby Buzz Lightyear
A teraz jadę nocą, gadam do swej fury, jestem Night Rider
Na placu Flagey byłem z ziomkiem z Ciechanowa co ma tatuaże
Byłem z Mackiem i Borisem, byłem tam z Łukaszem
Fani wyciągnęli dłoń, zrobiłem amputację
Nie chciałem nigdy mainstreamu, ale nie chciałem ciekawostką na pięć minut
Mów co tylko w sumie chcesz synu, ale życie nie obyło mi się bez przygód
Ale teraz mówię adieu, wszystkim, którzy oczekują, aż upadnę

Taco Hemingway - 2031 | Tekst piosenki

[Ref]
Upłynęło tyle lat, nie wiem kiedy to minęło nawet
Nie pamięta o mnie świat (świat)

Rok 2020, kończę 30
Ty chciałaś wiedzieć co u mnie
Długa historia, mogę Ci streścić
Byłem u szczytu kariery, wiesz to pewnie
Byłem na Mt Evereście, czekam aż ktoś mnie uszczypnie, dzięki
Java jak we śnie
Miałem już wszystko, miałem cyferki na koncie
Może to miałem za wcześnie takie pieniądze
Miałem tych fanów płaczących, weźcie ich proszę zabierzcie 
Na mych słuchawkach Migos, kiedyś to prędzej Beatlesi
Najpierw nosiłem ten COS potem Tom Ford teraz już noszę Givenchy
Chciałem być jak Takeoff* 
Narzucam Pateka** mając nadzieję, że jak pieniądz mam, wskazówka zaczeka
W 18' moją buzię ma co druga tapeta
A Tamagotchi całe boże lato hula na baletach
Ale

2 0 19 ej, Janek odpalił trasę, ej
Bilety idą powoli, ej
Event słaby ma zasięg, ej 
Fani nie chcą przychodzić, ja zaczynam się martwić 
Wypadają ciągle mi włosy a me czoło znowu się marszczy 

[Ref]
Upłynęło tyle lat, nie wiem kiedy to minęło nawet
Nie pamięta o mnie świat (świat)
Upłynęło tyle lat (upłynęło tyle lat), nie wiem kiedy to minęło nawet
Nie pamięta o mnie świat 

2025, było minęło, wiesz jak jest
Swiat był tylko wu-efem
Lecą myśli serią jak SKS 
Rumak mnie pyta czy chcemy coś robić na 10-lecie trójkąta***
Ktoś tam mi pisze o jakiejś reklamie i prosi serdecznie o kontakt 
Miałem nie robić ich nigdy, miałem nie robić ich za nic 
Ale mam rocznego syna, także mnie proszę zostawić 
Najpierw ta wódka czysta ej, przez chwilę mam flotę jak panicz 
Kiedy hajs znika, biorę już wszystko, szybko jak trzeba to zrobię też Vanish 
Trójkąt Warszawski 2, krytyka miesza go z błotem 
W sumie to owszem, mogłem odpuścić plot twist w którym się Piotrek okazał robotem

Daje mi zaliczkę Warner, wydam na mega gablotę 
Parkuję Teslę za blokiem, tęsknie za czasem gdy wolałem jechać Peugotem
Nie wiem skąd wezmę forsę, Kuba śpiewa w duecie 
Będzie na nowe Porsche, diament ma w pre orderze
Idę promować projekt, do Kuby Wojewódzkiego 
Gdy rozkminiam co ja tu robię, goła Pani kroczy z Heleną 

[Ref]
Upłynęło tyle lat (upłynęło tyle lat), nie wiem kiedy to minęło nawet
Nie pamięta o mnie świat (świat)
Upłynęło tyle lat (upłynęło tyle lat), nie wiem kiedy to minęło nawet
Nie pamięta o mnie świat 

2031, było minęło, jestem pewien ej
Tyle dobrego, że znów jeżdżę sobie tym ZTM-em
Tęsknie za ludzkim wzrokiem, tęsknie za ich spojrzeniem 
Słyszałem te szepty ciągle kiedyś jakbym miał schizofrenię (Taco, taco?)
Poza kontaktem, ziomki które pożyczały kwit ode mnie 
Nagle zgasły wszystkie te relacje z każdym z którym miałem kiedyś dziką chemię 
Sprawdzam sobie własną Wikipedię 
Widzę znowu same dzikie brednie 
Ktoś mi wpisał datę śmierci dzisiaj 
Widzę w szybie jak mi lico blednie 
Umieram na zawał w tramwaju, wśród paru kanarów 
Ludzie słuchają Szprycera i Marmur, który się robi diamentem nazajutrz 
Będzie dla dziecka, mam nadzieję, że nie przećpa, mam nadzieję, że nie przechla
Bo nie jestem Janek Brzechwa, nie spłodziłem Pana Kleksa

Zrobili ze mnie Boga 
Potem ich zmęczył bożek 
Najpierw kazali pozować 
Potem to wstrętny pozer
Nagle mnie budzik woła, bardzo przejętym głosem 
Drogi Filipie, dziś jest 13 lipca 2018

[Ref]
Upłynęło tyle lat, nie wiem kiedy to minęło nawet
Nie pamięta o mnie świat 






*amerykański raper, członek tri Migos
** Phillippe Patek- marka luksusowych zegarków
*** Trójkąt Warszawski